19.1.11

NIE WYŁANCZAĆ, CZYLI JAKIE BŁĘDY POPEŁNIAMY NAJCZĘŚCIEJ

Kiedyś pilnowałam domu rodziców. Dom był świeżo po remoncie i miałam w nim spędzić cały tydzień. W przeciągu kilku godzin odkryłam, że pojawiły się 2 czy 3 kontakty w ścianie, na których widniało (wielkimi, grubymi literami) „NIE WYŁANCZAĆ”. Jeden z nich znajdował się przy moim biurku. Strach przed tym, co mogłoby się wydarzyć, gdybym wyłączyła niechcący kontakt był silniejszy, niż chęć zdrapania choćby nieszczęsnego „N”.

Plaga „wyłanczania”, „włanczania” i wszelkich pochodnych tych czasowników wydaje się nie do wyplenienia. Często nie wypada nam poprawiać osoby, która źle mówi (szef, starsza osoba, itd.). Zdarza się też, że poprawiamy, ale jest to bezskuteczne.

Podobnie jest z dosyć często popełnianym błędem: „tu pisze, że…”. Jest napisane. Tu jest napisane, że…

Zakończę najpopularniejszym błędem wśród tłumaczy: tłumaczenia przysięgłe. Jak często widujecie ogłoszenia biur, które oferują tłumaczenia „przysięgłe”? To tłumacz jest tłumaczem przysięgłym, a praca przez niego wykonywana to tłumaczenie uwierzytelnione, bądź poświadczone. Tłumaczenia „przysięgłe” stały się na tyle oczywiste, że biura oferujące tłumaczenia często specjalnie popełniają błąd obawiając się, że potencjalny klient nie będzie wiedział, czym są tłumaczenia uwierzytelnione. I tym samym błąd jest świadomie powielany.

Niektóre błędy zaszczepiają się w danym języku na tyle mocno, że doprowadzają nawet do zmiany zasady gramatycznej, która stwierdza ich nieprawidłowość.

A tak swoją drogą: kto pisze (prawidłowo) „wysłałem ci mail” zamiast „maila”? Dzisiaj bardzo znana międzynarodowa firma przysłała mi reklamę z informacją: ”Dostałeś tego newslettera, ponieważ jesteś zarejestrowany (…)”. Dostałam ten newsletter, ponieważ jestem zarejestrowana, ale kto tak mówi? I tu powinnam podkreślić szalenie istotną rolę tłumacza, jako strażnika poprawnej polszczyzny. Dzieci coraz mniej czytają, powinny więc, dzięki tłumaczowi audiowizualnemu, słyszeć prawidłową polszczyznę w telewizji, kinie. Dorośli również. Tylko czy to w ogóle brzmi dla nas naturalnie, kiedy postać z kreskówki krzyczy „chcę naleśnik!”?

No comments:

Post a Comment