15.8.11

Fragment: Rozmowa z Ireneuszem Kanią o przekładzie literatury francuskiej

Fragment rozmowy zaczerpnięty ze strony Dekady Literackiej.

MARTA TABOR: Jakie są największe trudności w tłumaczeniu literatury francuskiej?

IRENEUSZ KANIA: Oczywiście wiele zależy od rodzaju, od charakteru tej literatury. Tłumaczenie Stendhala jest czymś zupełnie innym niż np. tłumaczenie Montaigne’a albo Prousta; pojawiają się innego rodzaju trudności. Generalnie, jeśli chodzi w ogóle o literaturę francuską i o tłumaczenie z francuskiego, trudnością zasadniczą jest fakt, że jest to język o olbrzymiej tradycji literackiej, niebywale wyrafinowanej. Język literacki francuski jest językiem specyficznym. Z jednej strony jest bardzo sformalizowany, powiedziałbym nawet sztywny, suchy, z drugiej strony niebywale bogaty, zwięzły i giętki. Brzmi to tak, jakby chodziło o dwa różne języki, jakby o sprzeczne cechy, ale podkreśliłbym ten moment sformalizowania języka. Jest to język o bardzo długiej tradycji uporządkowania i skodyfikowania, co wynikało choćby z faktu, że we Francji powstały bardzo wcześnie akademie językowe, które mieniły się strażniczkami języka, tymi instytucjami, które z jednej strony język chronią, z drugiej strony czuwają nad jego rozwojem i jakoś go nawet normują. To jest zjawisko w Europie dosyć wyjątkowe. Ta tradycja sformalizowania, skodyfikowania jest niebywale rozwinięta, co się wyraża w wadze tych akademii literatur, w olbrzymiej ilości wielkich słowników, które tam powstawały, np. w XIX w. Doprowadziło to do sytuacji, w której w literackiej francuszczyźnie bardzo trudno pisać, trudno zdobyć w niej mistrzostwo. Krótko mówiąc, w kulturze francuskiej ciągle język, literacka wypowiedź, ma wielki prestiż. Bardzo łatwo narazić się na krytykę. Piszący w tym języku mają mniejszy margines manewru, wolności, swobody, niż np. piszący po niemiecku czy po angielsku. W innych językach romańskich jest podobnie, chociaż w różnym stopniu; na gruncie włoskiego czy hiszpańskiego ten margines jest również większy, ale już w portugalskim sytuacja jest prawie taka jak we francuskim. Z tego faktu wynika trudność tłumaczenia. Trzeba zawsze pamiętać, z jakim językiem ma się do czynienia: to francuszczyzna, język, o tak wielkich tradycjach i tak wielkim stopniu skodyfikowania, że daje w gruncie rzeczy niewiele możliwości manewru. To język w pewnym sensie klasyczny, do pewnego stopnia martwy. Cioran mówił, że francuszczyzna, którą pisze, to język martwy, tak skomplikowany, że przy wielkim bogactwie, błyskotliwości, giętkości, plastyczności, takiej suchości, która mu daje wielką zwięzłość, trudno zdobyć w tym języku pozycję i mistrzostwo. Nawiasem mówiąc, tym większy jest wyczyn Ciorana, który jak wiadomo, zaczął pisać jako dorosły człowiek, mający prawie czterdzieści lat, i osiągnął wyżyny stylu. To jest bardzo trudne. Z tych faktów wynikają trudności w tłumaczeniu, bo tłumacz musi to wszystko brać pod uwagę i respektować. Musi wejść na poziom w polszczyźnie porównywalny z tym poziomem, który osiągnęła literacka francuszczyzna. Jest to poziom niebywale wysoki. Tak bym powiedział ogólnie. Natomiast w poszczególnych wypadkach różny jest stopień trudności; Prousta jest tłumaczyć bardzo trudno, Stendhala może łatwiej, chociaż jest on pozornie prosty, przy swej prostocie i przejrzystości jest trudny mimo wszystko. Francuszczyzna ma przy tym jednak szeroki diapazon rozmaitych stylistów, możliwości.(...)

Aby przeczytać cały wywiad Dekady Literackiej kliknij tutaj.

No comments:

Post a Comment